Miłosierna miara,trzeźwy sąd
Spoglądając uważniej na słynne Kazanie na Górze w Ewangelii Mateusza, zauważamy, jak mylne było pierwsze nasze wrażenie, widzące w nim zestaw mądrych sentencji i opis dobrych uczynków.
Rozdział 5 Ewangelii Mateusza ustawiony na tle całego Nowego Testamentu ukazał ku naszemu zaskoczeniu obraz zbawienia, jakie przygotował nam Bóg w Chrystusie, i obraz nowego życia, nowego człowieka. Jednym z licznych komentarzy do tego rozdziału mogą być słowa Pawła z Listu do Galacjan (2,20):
„Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie”. Oto wyjaśnienienie słów: „Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie większa niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do Królestwa Bożego.”
To Chrystus jest sprawiedliwością, usprawiedliwieniem każdego, kto wierzy. I także w Chrystusie, odrodzeni z Ducha, stajemy się nowym człowiekiem, zdolnym do doskonałości w swoich czynach, tak jak i Ojciec jest doskonały. Jesteśmy bowiem Jego dziełem (Ef 2,10).
Ukazawszy zbawienie, jakie Bóg nam w Nim przygotował, Jezus następnie opisuje nam cechy człowieka, który może otrzymać Bożą sprawiedliwość i wejść do Królestwa. Jest to - jak już na początku zaznaczył - człowiek „ubogi w duchu”, jak celnik z przypowieści. Rozdział 6 ukazuje jego postawę wewnętrzną, serce, które podoba się Bogu. Taki ktoś zwraca się do Boga w skrusze i w wierze, świadomy, że po pierwsze, liczy się to, co w górze, a nie to, co na ziemi; po drugie zaś, liczy się ocena Tego, który jest w niebie, nie zaś tych, którzy mieszkają na ziemi.
Człowiek, który przyoblókł się w sprawiedliwość Chrystusa, patrzy więc na rzeczy „okiem zdrowym”. Nie gromadzi sobie skarbów na ziemi, pamiętając, że „to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2 Kor 4,18).
Pamięta też, że Ojciec jego w niebie „widzi w ukryciu” i że nie zaimponują mu najbardziej świątobliwe uczynki same w sobie. „Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony”.
Wyjaśniwszy to wszystko Jezus udziela końcowych wskazówek i napomnień. Ostatni rozdział Kazania na Górze to zachęta do rozsądku i autokrytycyzmu. Czytamy w nim bowiem m. in. takie słowa:
Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.
Wchodźcie przez ciasną bramę.
Strzeżcie się fałszywych proroków.
Nie każdy, kto do Mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios.
Każdy więc, kto słucha tych słów Moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce.
Po ukazaniu nam więc zbawienia Bożego i przedstawieniu postawy serca miłej Bogu Jezus zachęca do trzeźwego spojrzenia na nasz stan duchowy, aby później, w dniu ostatecznym, nie spotkało nas gorzkie rozczarowanie.
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego.”
NAWET NIE ZNALAZŁSZY W SOBIE NICZEGO GODNEGO POTĘPIENIA, WIEMY, ŻE NAS TO WCALE NIE USPRAWIEDLIWIA, I ŻE NADZIEJĘ ZBAWIENIA MUSIMY POKŁADAĆ W CAŁOŚCI W MIŁOSIERDZIU PANA.
Na koniec Jezus radzi więc: Ten, kto się szczyci sobą, a jest prędki do osądzania innych, niech się lepiej zastanowi. Nasuwają się tu dwie prawdy: Pierwszą zawierają słowa Izajasza, przytoczone w Nowym Testamencie przez apostoła Pawła: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Przemawiając w synagodze w Nazarecie Jezus odniósł do siebie inne słowa Izajasza: „Duch Pański nade Mną, przeto namaścił Mnie [...] abym zwiastował miłościwy rok Pana” (Łk 4,18-19). Z Ewangelii Jana (3,17-18) dowiadujemy się, że przychodząc po raz pierwszy, Syn Boży był posłany nie po to, „aby sądził świat, lecz aby świat był przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony”.
Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony
Jasna stąd nauka: Żyjemy w niezwykłym okresie „miłościwego roku Pana”, w czasie łaski, kiedy „kto wierzy w Niego [czyli Jezusa], nie będzie sądzony”. Nie dzięki własnej sprawiedliwości, ale dlatego, że jak powiedziano: „sprawiedliwy Z WIARY ŻYĆ BĘDZIE” (Hab 2,4). Jezus poleca nam więc nie sądzić przed czasem, dopóki - jak pisze apostoł Paweł - „nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc” (1 Kor 4,5).
O sobie samym Paweł pisze do Koryntian: „Nie ma najmniejszego znaczenia, czy wy mnie sądzić będziecie, czy jakiś inny sąd ludzki, bo nawet ja sam siebie nie sądzę.” Choć w innym miejscu polecono nam osądzać samego siebie, to nawet uczyniwszy to i nie znalazłszy w sobie niczego godnego potępienia, wiemy - jak apostoł Paweł - że nas to wcale nie usprawiedliwia, i że nadzieję zbawienia musimy pokładać w całości w miłosierdziu Pana i Jego obietnicy dla wierzącego.
Zniechęcenie do osądzania braci powtarzają za Jezusem i apostoł Paweł, i Jakub, pisząc: „Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy; ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go” (Rz 14,4).
Czy oznacza to jednak ślepą tolerancję, akceptującą grzech, którego jest się świadkiem? Z pewnością nie, bo Pismo wielokrotnie zachęca do ostrzegania i napominania grzeszących: „Jeśli kto spośród was zboczy od prawdy, a ktoś go nawróci, niech wie, że ten, kto nawróci grzesznika z błędnej drogi jego, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów” (Jk 5,19-20). Napominając grzeszących miejmy jednak na uwadze takie ostrzeżenia: „Kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12) i: „Nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do zgorszenia” (Rz 14,13).
Kto mniema, że stoi...
Wyjmowanie komuś źdźbła z oka to godne zajęcie, czy jednak może oddawać się mu ktoś, kto nie widzi belki we własnym? Przede wszystkim więc poleca Jezus sprawdzenie własnej motywacji: czy przypadkiem osądzając innych nie jesteśmy stokroć bardziej bliscy potępienia? To sprawiedliwy faryzeusz, a nie grzeszny celnik, miał belkę w oku, i to grzeszny celnik, a nie porządny faryzeusz, odszedł usprawiedliwiony.
Szczególnie wymowne w tym kontekście są słowa:„Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.”
Jakże mocna to zachęta, aby na trzeźwo i bezstronnie badać własne serce i szczerze prosić Boga, aby Duch Święty objawiał nam, czy nie oszukujemy samych siebie, pod etykietką imienia Bożego wznosząc własne gmachy.
Kto kołacze, temu otworzą
Pocieszające w tym ponurym memento są słowa: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Czy jest między wami taki człowiek, który, gdy go syn będzie prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy go będzie prosił o rybę, da mu węża? Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.”
Nie po to Jezus wygłasza tak ostre sformułowania, aby nas bezproduktywnie straszyć i sprawić, że nasze ziemskie dni do końca będziemy pędzić sparaliżowani strachem przed tym, co nas czeka. Zalecenie nieoszukiwania siebie i osądzania własnej postawy zostaje bowiem wzbogacone o otwartą drogę przed oblicze Boże, gdzie każdy skruszony grzesznik otrzyma to, o co prosi. Chcemy być pewni, że właściwie siebie osądziliśmy? Prośmy Boga, a On upewni nas co do faktycznego stanu rzeczy. A może nawet sami siebie nie osądzamy, przerażeni własną grzesznością? Prośmy Boga, aby dał nam w Jezusie swoje zbawienie. Jeśli uczynimy to z ufnością, z wiarą, że Bóg nie zmienia danego słowa i że „ofiarą Jemu miłą jest duch skruszony”, wówczas z pewnością pokój Boży zagości w naszym sercu.
Droga przestronna i wąska
Ciekawe, że w kontekście wskazówek dotyczących uczciwego spojrzenia na siebie samego i stosowania do innych takiej samej miary miłosierdzia, jakiej chcielibyśmy doświadczyć na sobie ze strony Boga, Jezus daje też dziwną przestrogę. Dziwną - bo nie jest ona jak wszystko inne w Kazaniu na Górze przestrogą przed przewrotnością naszego własnego serca, ale ostrzeżeniem przed - innymi ludźmi.
Przestrogę tę poprzedza bardzo konkretna wskazówka - odwołująca się tym razem nie do naszego serca, ale rozsądku, pozwalająca poznać, kiedy szczególnie grozi nam wybór ścieżki fałszywej: „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.”
Z kontekstu całego Pisma Świętego wnioskujemy, że szeroka droga to droga tego świata:
droga służenia mamonie, czyli własnemu wygodnemu życiu, a nie Bogu;
droga poszukiwania pochwały ludzkiej, a nie Bożej;
droga pełnienia uczynków świata, a nie sprawiedliwości Bożej;
droga samozadowolenia, a nie skruchy przed Bogiem;
droga samowystarczalności - a nie złożenia ufności w pełni w Bogu.
Osądzanie fałszu
Ludzie, przed którymi Pan ostrzega, będą usiłowali odwieść nas od drogi właściwej i skłonić do podążenia wiodącą do zguby: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi!”
Ciekawe też, że w pozornej sprzeczności z tym, co powiedział przed chwilą, Jezus poleca nam tym razem, abyśmy osądzali: Jeśli już nie samego człowieka głoszącego fałszywą naukę (choć Jezus i apostołowie nie wahali się czasem używać wobec takich ludzi bardzo mocnych słów), to z pewnością mamy osądzać drogę, na którą próbują nas oni wprowadzić. Daje Jezus kilka wskazówek: „Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich.”
Bardzo ciekawe byłoby zbadanie, co właściwie oznacza tu słowo „owoc”, pojawia się ono bowiem w Nowym Testamencie wielokrotnie. W tym miejscu podajmy tylko jeden taki przypadek: W 5 rozdziale Listu do Efezjan powiedziano, że „OWOCEM światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda”. Dobroć i sprawiedliwość musi więc być dalekosiężnym skutkiem dobrej nauki, dobra nauka jest też zgodna z prawdą, czyli Słowem Bożym. Słowo Boże jest wielokrotnie nazywane prawdziwym, toteż żadna nauka ogłaszająca się za prawdziwą nie będzie się sprzeciwiać temu, co co mówi ono o Bogu, o człowieku i o świecie.
Z innych miejsc Nowego Testamentu wiemy też, że to Jezus jest prawdą i prawda jest w Jezusie; możemy więc wnioskować, że każda nauka, która ujmuje Chrystusowi cokolwiek z tego, co o Nim powiedziano w Piśmie, lub zniekształca to, będzie nauką fałszywą.
Jeśli kto Mnie miłuje...
Ciekawe jest zakończenie Kazania; daje w nim bowiem Jezus świadectwo wagi swych słów. Przypomina się tu inna Jego wypowiedź, zanotowana w Ewangelii Jana: „Słowa, które wam powiedziałem, są Duchem i są Życiem” (6,63). I jeszcze: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa Mego przestrzegać będzie, i Ojciec Mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (14,23). Przypominają się też słowa z Listu do Jakuba: „Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków; a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich” (2,18).
To prawda, żaden nasz uczynek nie zaskarbi nam zbawienia, bo ono przychodzi darmo, z łaski, przez wiarę złożoną w Chrystusie. Lecz z drugiej strony ktoś, kto przyjął tak bezcenny dar, jakże inaczej się zań odwdzięczy niż radośnie wypełniając zalecenia jego Dawcy? Zalecenia mówiące o tym, aby przede wszystkim w Niego wierzyć, by w Nim trwać, by miłować Boga z całego serca, sił i duszy, a bliźniego jak siebie samego.
Jeśli ktoś słucha Słów Bożych tak, jak Izraelici słuchali Ezechiela - jak pięknej mowy, której się jednak nie wprowadza w życie - czyni tak na własną zgubę. Jeśli jego czyny nie są dobrym owocem, niech tym usilniej błaga Pana o zbadanie swego serca - czy naprawdę ukorzył się przed Panem, czy też sam siebie oszukał? Lepiej więc budujmy roztropnie, na skale, tak jak nam poradził sam Pan:
„Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.
„A każdy, kto słucha tych słów Moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.
Rozdział 5 Ewangelii Mateusza ustawiony na tle całego Nowego Testamentu ukazał ku naszemu zaskoczeniu obraz zbawienia, jakie przygotował nam Bóg w Chrystusie, i obraz nowego życia, nowego człowieka. Jednym z licznych komentarzy do tego rozdziału mogą być słowa Pawła z Listu do Galacjan (2,20):
„Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie”. Oto wyjaśnienienie słów: „Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie większa niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do Królestwa Bożego.”
To Chrystus jest sprawiedliwością, usprawiedliwieniem każdego, kto wierzy. I także w Chrystusie, odrodzeni z Ducha, stajemy się nowym człowiekiem, zdolnym do doskonałości w swoich czynach, tak jak i Ojciec jest doskonały. Jesteśmy bowiem Jego dziełem (Ef 2,10).
Ukazawszy zbawienie, jakie Bóg nam w Nim przygotował, Jezus następnie opisuje nam cechy człowieka, który może otrzymać Bożą sprawiedliwość i wejść do Królestwa. Jest to - jak już na początku zaznaczył - człowiek „ubogi w duchu”, jak celnik z przypowieści. Rozdział 6 ukazuje jego postawę wewnętrzną, serce, które podoba się Bogu. Taki ktoś zwraca się do Boga w skrusze i w wierze, świadomy, że po pierwsze, liczy się to, co w górze, a nie to, co na ziemi; po drugie zaś, liczy się ocena Tego, który jest w niebie, nie zaś tych, którzy mieszkają na ziemi.
Człowiek, który przyoblókł się w sprawiedliwość Chrystusa, patrzy więc na rzeczy „okiem zdrowym”. Nie gromadzi sobie skarbów na ziemi, pamiętając, że „to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2 Kor 4,18).
Pamięta też, że Ojciec jego w niebie „widzi w ukryciu” i że nie zaimponują mu najbardziej świątobliwe uczynki same w sobie. „Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony”.
Wyjaśniwszy to wszystko Jezus udziela końcowych wskazówek i napomnień. Ostatni rozdział Kazania na Górze to zachęta do rozsądku i autokrytycyzmu. Czytamy w nim bowiem m. in. takie słowa:
Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.
Wchodźcie przez ciasną bramę.
Strzeżcie się fałszywych proroków.
Nie każdy, kto do Mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios.
Każdy więc, kto słucha tych słów Moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce.
Po ukazaniu nam więc zbawienia Bożego i przedstawieniu postawy serca miłej Bogu Jezus zachęca do trzeźwego spojrzenia na nasz stan duchowy, aby później, w dniu ostatecznym, nie spotkało nas gorzkie rozczarowanie.
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego.”
NAWET NIE ZNALAZŁSZY W SOBIE NICZEGO GODNEGO POTĘPIENIA, WIEMY, ŻE NAS TO WCALE NIE USPRAWIEDLIWIA, I ŻE NADZIEJĘ ZBAWIENIA MUSIMY POKŁADAĆ W CAŁOŚCI W MIŁOSIERDZIU PANA.
Na koniec Jezus radzi więc: Ten, kto się szczyci sobą, a jest prędki do osądzania innych, niech się lepiej zastanowi. Nasuwają się tu dwie prawdy: Pierwszą zawierają słowa Izajasza, przytoczone w Nowym Testamencie przez apostoła Pawła: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Przemawiając w synagodze w Nazarecie Jezus odniósł do siebie inne słowa Izajasza: „Duch Pański nade Mną, przeto namaścił Mnie [...] abym zwiastował miłościwy rok Pana” (Łk 4,18-19). Z Ewangelii Jana (3,17-18) dowiadujemy się, że przychodząc po raz pierwszy, Syn Boży był posłany nie po to, „aby sądził świat, lecz aby świat był przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony”.
Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony
Jasna stąd nauka: Żyjemy w niezwykłym okresie „miłościwego roku Pana”, w czasie łaski, kiedy „kto wierzy w Niego [czyli Jezusa], nie będzie sądzony”. Nie dzięki własnej sprawiedliwości, ale dlatego, że jak powiedziano: „sprawiedliwy Z WIARY ŻYĆ BĘDZIE” (Hab 2,4). Jezus poleca nam więc nie sądzić przed czasem, dopóki - jak pisze apostoł Paweł - „nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc” (1 Kor 4,5).
O sobie samym Paweł pisze do Koryntian: „Nie ma najmniejszego znaczenia, czy wy mnie sądzić będziecie, czy jakiś inny sąd ludzki, bo nawet ja sam siebie nie sądzę.” Choć w innym miejscu polecono nam osądzać samego siebie, to nawet uczyniwszy to i nie znalazłszy w sobie niczego godnego potępienia, wiemy - jak apostoł Paweł - że nas to wcale nie usprawiedliwia, i że nadzieję zbawienia musimy pokładać w całości w miłosierdziu Pana i Jego obietnicy dla wierzącego.
Zniechęcenie do osądzania braci powtarzają za Jezusem i apostoł Paweł, i Jakub, pisząc: „Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy; ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go” (Rz 14,4).
Czy oznacza to jednak ślepą tolerancję, akceptującą grzech, którego jest się świadkiem? Z pewnością nie, bo Pismo wielokrotnie zachęca do ostrzegania i napominania grzeszących: „Jeśli kto spośród was zboczy od prawdy, a ktoś go nawróci, niech wie, że ten, kto nawróci grzesznika z błędnej drogi jego, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów” (Jk 5,19-20). Napominając grzeszących miejmy jednak na uwadze takie ostrzeżenia: „Kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12) i: „Nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do zgorszenia” (Rz 14,13).
Kto mniema, że stoi...
Wyjmowanie komuś źdźbła z oka to godne zajęcie, czy jednak może oddawać się mu ktoś, kto nie widzi belki we własnym? Przede wszystkim więc poleca Jezus sprawdzenie własnej motywacji: czy przypadkiem osądzając innych nie jesteśmy stokroć bardziej bliscy potępienia? To sprawiedliwy faryzeusz, a nie grzeszny celnik, miał belkę w oku, i to grzeszny celnik, a nie porządny faryzeusz, odszedł usprawiedliwiony.
Szczególnie wymowne w tym kontekście są słowa:„Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.”
Jakże mocna to zachęta, aby na trzeźwo i bezstronnie badać własne serce i szczerze prosić Boga, aby Duch Święty objawiał nam, czy nie oszukujemy samych siebie, pod etykietką imienia Bożego wznosząc własne gmachy.
Kto kołacze, temu otworzą
Pocieszające w tym ponurym memento są słowa: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Czy jest między wami taki człowiek, który, gdy go syn będzie prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy go będzie prosił o rybę, da mu węża? Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.”
Nie po to Jezus wygłasza tak ostre sformułowania, aby nas bezproduktywnie straszyć i sprawić, że nasze ziemskie dni do końca będziemy pędzić sparaliżowani strachem przed tym, co nas czeka. Zalecenie nieoszukiwania siebie i osądzania własnej postawy zostaje bowiem wzbogacone o otwartą drogę przed oblicze Boże, gdzie każdy skruszony grzesznik otrzyma to, o co prosi. Chcemy być pewni, że właściwie siebie osądziliśmy? Prośmy Boga, a On upewni nas co do faktycznego stanu rzeczy. A może nawet sami siebie nie osądzamy, przerażeni własną grzesznością? Prośmy Boga, aby dał nam w Jezusie swoje zbawienie. Jeśli uczynimy to z ufnością, z wiarą, że Bóg nie zmienia danego słowa i że „ofiarą Jemu miłą jest duch skruszony”, wówczas z pewnością pokój Boży zagości w naszym sercu.
Droga przestronna i wąska
Ciekawe, że w kontekście wskazówek dotyczących uczciwego spojrzenia na siebie samego i stosowania do innych takiej samej miary miłosierdzia, jakiej chcielibyśmy doświadczyć na sobie ze strony Boga, Jezus daje też dziwną przestrogę. Dziwną - bo nie jest ona jak wszystko inne w Kazaniu na Górze przestrogą przed przewrotnością naszego własnego serca, ale ostrzeżeniem przed - innymi ludźmi.
Przestrogę tę poprzedza bardzo konkretna wskazówka - odwołująca się tym razem nie do naszego serca, ale rozsądku, pozwalająca poznać, kiedy szczególnie grozi nam wybór ścieżki fałszywej: „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.”
Z kontekstu całego Pisma Świętego wnioskujemy, że szeroka droga to droga tego świata:
droga służenia mamonie, czyli własnemu wygodnemu życiu, a nie Bogu;
droga poszukiwania pochwały ludzkiej, a nie Bożej;
droga pełnienia uczynków świata, a nie sprawiedliwości Bożej;
droga samozadowolenia, a nie skruchy przed Bogiem;
droga samowystarczalności - a nie złożenia ufności w pełni w Bogu.
Osądzanie fałszu
Ludzie, przed którymi Pan ostrzega, będą usiłowali odwieść nas od drogi właściwej i skłonić do podążenia wiodącą do zguby: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi!”
Ciekawe też, że w pozornej sprzeczności z tym, co powiedział przed chwilą, Jezus poleca nam tym razem, abyśmy osądzali: Jeśli już nie samego człowieka głoszącego fałszywą naukę (choć Jezus i apostołowie nie wahali się czasem używać wobec takich ludzi bardzo mocnych słów), to z pewnością mamy osądzać drogę, na którą próbują nas oni wprowadzić. Daje Jezus kilka wskazówek: „Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich.”
Bardzo ciekawe byłoby zbadanie, co właściwie oznacza tu słowo „owoc”, pojawia się ono bowiem w Nowym Testamencie wielokrotnie. W tym miejscu podajmy tylko jeden taki przypadek: W 5 rozdziale Listu do Efezjan powiedziano, że „OWOCEM światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda”. Dobroć i sprawiedliwość musi więc być dalekosiężnym skutkiem dobrej nauki, dobra nauka jest też zgodna z prawdą, czyli Słowem Bożym. Słowo Boże jest wielokrotnie nazywane prawdziwym, toteż żadna nauka ogłaszająca się za prawdziwą nie będzie się sprzeciwiać temu, co co mówi ono o Bogu, o człowieku i o świecie.
Z innych miejsc Nowego Testamentu wiemy też, że to Jezus jest prawdą i prawda jest w Jezusie; możemy więc wnioskować, że każda nauka, która ujmuje Chrystusowi cokolwiek z tego, co o Nim powiedziano w Piśmie, lub zniekształca to, będzie nauką fałszywą.
Jeśli kto Mnie miłuje...
Ciekawe jest zakończenie Kazania; daje w nim bowiem Jezus świadectwo wagi swych słów. Przypomina się tu inna Jego wypowiedź, zanotowana w Ewangelii Jana: „Słowa, które wam powiedziałem, są Duchem i są Życiem” (6,63). I jeszcze: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa Mego przestrzegać będzie, i Ojciec Mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (14,23). Przypominają się też słowa z Listu do Jakuba: „Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków; a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich” (2,18).
To prawda, żaden nasz uczynek nie zaskarbi nam zbawienia, bo ono przychodzi darmo, z łaski, przez wiarę złożoną w Chrystusie. Lecz z drugiej strony ktoś, kto przyjął tak bezcenny dar, jakże inaczej się zań odwdzięczy niż radośnie wypełniając zalecenia jego Dawcy? Zalecenia mówiące o tym, aby przede wszystkim w Niego wierzyć, by w Nim trwać, by miłować Boga z całego serca, sił i duszy, a bliźniego jak siebie samego.
Jeśli ktoś słucha Słów Bożych tak, jak Izraelici słuchali Ezechiela - jak pięknej mowy, której się jednak nie wprowadza w życie - czyni tak na własną zgubę. Jeśli jego czyny nie są dobrym owocem, niech tym usilniej błaga Pana o zbadanie swego serca - czy naprawdę ukorzył się przed Panem, czy też sam siebie oszukał? Lepiej więc budujmy roztropnie, na skale, tak jak nam poradził sam Pan:
„Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.
„A każdy, kto słucha tych słów Moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

