Paweł na Areopagu. Jak głosić ewangelię?

                               

Czy wspominając na Areopagu o pobożności Greków, Paweł pochwalał ich postępowanie?
Czy zachowując się w ten sposób, okazał się obłudny, skoro wcześniej oburzał się przecież na ich bałwochwalstwo?
A może dyplomatycznie wykorzystał zalety swoich słuchaczy, aby dzięki przypochlebianiu się im móc opowiedzieć im o prawdziwym Bogu?


Przeczytajmy więc opis wydarzeń i spróbujmy odpowiedzieć na powyższe pytania. 

Dzieje Apostolskie 17,15-34

15 Towarzysze zaprowadzili Pawła aż do Aten, a wziąwszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego, zawrócili.

16 Czekając na nich w Atenach, obruszył się Paweł w duchu swoim na widok miasta oddanego bałwochwalstwu.

17 Rozprawiał więc w synagodze z Żydami i z pobożnymi, a na rynku każdego dnia z tymi, którzy się tam przypadkiem znaleźli.

18 Niektórzy zaś z filozofów epikurejskich i stoickich ścierali się z nim. Jedni mówili: Cóż to chce powiedzieć ten bajarz? Drudzy zaś: Zdaje się, że jest zwiastunem obcych bogów. Zwiastował im bowiem dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu.

19 Zabrali go i zaprowadzili na Areopag, mówiąc: Czy możemy dowiedzieć się, co to za nowa nauka, którą głosisz?

20 Kładziesz bowiem jakieś niezwykłe rzeczy w nasze uszy; chcemy przeto wiedzieć, o co właściwie chodzi.

21 A wszyscy Ateńczycy i zamieszkali tam cudzoziemcy na nic innego nie mieli tyle czasu, co na opowiadanie lub słuchanie ostatnich nowin.

22 A Paweł, stanąwszy pośrodku Areopagu, rzekł: Mężowie ateńscy! Widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi.

23 Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję.

24 Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych

25 Ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.

26 Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania,

27 Żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas.

28 Albowiem w nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy, jak to i niektórzy z waszych poetów powiedzieli: Z jego bowiem rodu jesteśmy.

29 Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo srebra, albo do kamienia, wytworu sztuki i ludzkiego umysłu.

30 Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali,

31 Gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych.  

32 A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś mówili: O tym będziemy cię słuchali innym razem.

33 I tak Paweł wyszedł spośród nich.

34 Lecz niektórzy mężowie przyłączyli się do niego i uwierzyli, a wśród nich również Dionizy Areopagita i niewiasta, imieniem Damaris, oraz inni z nimi.



Czy Paweł faktycznie przypochlebiał się swym słuchaczom na Areopagu?

Określenie „nadzwyczajna pobożność” użyte w wersecie 22 to greckie słowo deisidaimonesteros (Strong 1174). Oznacza ono strach, lęk przed demonami, bóstwami, światem duchowym, którego się nie zna. Jego źródłosłów to greckie deilos (Strong 1169), oznaczające strach, przerażenie, oraz greckie daimon (Strong 1142), oznaczające demona, boga, boginię, niższe bóstwa, złe lub dobre, w NT używane jest również dla określenia złych duchów. Deisidaimonesteros może być użyte również na określenie religijności w złym tego słowa znaczeniu lub pogardliwie (Dz.Ap. 25,19, zob. BG).

Słowem deisidaimonesteros sami poganie określali własną religijność. Nie było ono dla nich obraźliwe, ponieważ sami opisywali swoje praktyki religijne tym mianem. Paweł użył tego zwrotu, aby nie urazić słuchaczy, a zarazem aby powiedzieć prawdę o ich pobożności. Dostrzegał, że Grecy nie znają prawdziwego Boga, lecz boją się świata duchowego. Wiedział też, że czczą fałszywych bogów, za którymi kryją się demony (1 Kor.10,20). Wszystko, co nieznane i niewidzialne, wzbudzało w nich lęk. Ich strach spowodował, że postawili nawet ołtarz nieznanemu Bogu, tak na wszelki wypadek, aby go nie obrazić (tradycja mówiła, że ten nieznany Bóg uratował Ateny przed zarazą*).

W polskim przekładzie Biblii słowo deisidaimonesteros przetłumaczono jako „nadzwyczajna pobożność”, co  może być rozmaicie odczytywane, stąd różne interpretacje tego tekstu. W dalszej części swojego wykładu, w wersetach 30 i 31, Paweł mówi, że ten prawdziwy Bóg, którego nie znają, a któremu wystawili ołtarz, jest miłosierny i wybacza bałwochwalstwo, zarazem jednak wzywa do opamiętania i prawdziwej pobożności, a odwrócenia się od kultu demonów.

Wskutek przemowy Pawła nastąpił podział wśród słuchaczy. Jedni uwierzyli ewangelii. Drudzy pozostali przy swoim bałwochwalstwie.

Prawdziwa ewangelia dzieli ludzi. Nie może być mowy o jedności między czcicielami Prawdziwego Boga a czcicielami fałszywych bogów. Jezus powiedział: „Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jego matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego" (Mt.10,23-36). Ci, którzy szukają tego, co łączy wierzących i niewierzących, nie postępują bynajmniej wzorem Pawła, lecz szukają kompromisów i fałszywej jedności. „Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?" (2 Kor. 6,15).


Podsumujmy

1. Paweł na Areopagu nie udaje przed Grekami, że pochwala ich bałwochwalstwo, lecz nazywając je po imieniu, jako strach przed światem duchowym i bóstwami, które czcili, opowiada prawdę o Wszechmogącym Bogu, którego nie znają i którego boją się tak, że aż postawili Mu ołtarz. Uznali Go za jedno z panteonu swych bóstw, On jednak nie jest nim. Paweł uświadamia słuchaczom, że ten Prawdziwy i Jedyny Bóg nie jest wymysłem ludzkim stworzonym rękami ani nie jest kolejnym demonem, lecz Stwórcą nieba i ziemi – kochającym i dającym życie.

2. Paweł nie jest obłudnikiem, aby pochwalać to, co wcześniej nim wstrząsnęło, czyli bałwochwalstwo Greków. Gdyby chwalił słuchaczy za ich religijność, to potem nie kazałby im się od niej odwrócić i zwrócić do prawdziwego Boga. Nigdy również nie głosiłby im prawdziwej ewangelii, bo i po co.  

3. Paweł nie stosuje podstępnej dyplomacji i nie prezentuje „pobożności" Greków jako zalety, aby móc im opowiedzieć o prawdziwym Bogu. Strach przed bóstwami, za którymi stoją demony, nie jest zaletą, lecz skutkiem nieznajomości prawdziwego Boga. Demony trzymają swych wyznawców w strachu. Paweł nigdy nie próbował przypodobać się ludziom, aby łatwiej mu było do nich dotrzeć, bo ten kto chce przypodobać się ludziom, przestaje być sługą Chrystusa (Gal.1,10)

Prawdziwa pobożność nie ma nic wspólnego z lękiem, lecz jest świadomym szacunkiem i respektem wobec Boga Wszechmogącego, który jest znany temu, kto Go czci.

Prawdziwą pobożność do prawdziwego Boga określa w biblii zupełnie inny wyraz grecki: eusebeia (Strong 2150). Oznacza on oddawanie chwały prawdziwemu Bogu, należyty szacunek, respekt przed Bogiem. (Zob. 1Tym. 2,2; 3,16; 4,7-8; 6,3; 6,5-6; 6,11; Tyt.1,1; 2Piotr 1,3; 1,6-7; 3,11)


4. W świetle dzisiejszych tendencji ewangelizacyjnych znamienne jest i to, że Paweł nie zabiega o zaproszenie na Areopag, nie organizuje w Atenach żadnej „kampanii ewangelizacyjnej”, nie stara się sprytnie zaskarbić przychylności władz miejskich dla swych planów ewangelizacyjnych ani organizować „wspólnego frontu” z poganami „Ateny dla Jezusa”. Po przybyciu do miasta dyskutuje tylko w synagogach, jak to miał w zwyczaju, i na rynku, zwykłym miejscu spotkań i sporów „szukających mądrości” filozofujących Greków. Na Areopagu nie miał zamiaru przemawiać. Został tam zaprowadzony przez tych, którzy chcieli go posłuchać (w.19, zob. BG). Choć przemawiał tam językiem zrozumiałym dla słuchaczy, w niczym nie odstąpił od prawdy ewangelii i dał bezkompromisowe świadectwo prawdzie. „Organizacja” i skuteczność jego służby zależała więc całkowicie od Ducha, który posyłał go tam, gdzie chciał..



Jakie z tego wnioski dla nas?

Czy pochwalasz fałszywą religijność tych, którym chcesz opowiedzieć o Jezusie Chrystusie?

Jak reagujesz w sercu na bałwochwalstwo, które Cię otacza?

Czy dyplomatycznie manipulujesz słuchaczem i stosujesz wybiegi, aby potem opowiedzieć mu ewangelię?

Czy gotów jesteś zapłacić cenę, o której mówił Jezus, za mówienie prawdy? A może wolisz, żeby wszyscy chwalili cię, choć w ich życiu nic się nie zmienia?

Czy według ciebie ewangelia o Jezusie Chrystusie jest tak wspaniała w swojej treści, że przyciągnie tego słuchacza, któremu Bóg poruszy serce? Czy może uważasz, że ewangelia nie jest dość „atrakcyjna” i że trzeba stosować jakąś przynętę, aby móc o niej opowiedzieć, bo inaczej nikt nie przyjdzie jej posłuchać?

Czy gdy pragniesz opowiedzieć innym o Chrystusie, robisz to według własnego uznania i pomysłu?

Czy uważasz, że powinniśmy od razu głosić ewangelię jak popadnie każdej napotkanej osobie? Czy może w Słowie Bożym szukasz odpowiedzi, jak dzielić się dobrą nowiną, i szukasz woli Pana w tym, co robisz?



* Tradycja grecka głosi, że Nieznany Bóg – Stwórca nieba i ziemi – uratował Ateny przed zarazą (Diogenes Laercjusz, Żywoty wybitnych filozofów, t.1, s. 110. zaczerpnięte z: Don Richardson, Wieczność w ich sercach, Lublin 2005, strona 11-15).

 

Dariusz Parfienowicz