Uczmy się rozróżniania

                                              
To więc mówię i zaklinam na Pana, abyście już więcej nie postępowali, jak poganie postępują w próżności umysłu swego, mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich, mając umysł przytępiony, oddali się rozpuście dopuszczając się wszelkiej nieczystości z chciwością.
Ale wy nie tak nauczyliście się Chrystusa, jeśliście tylko słyszeli o Nim i w Nim pouczeni zostali, gdyż prawda jest w Jezusie [Ef 4,17-21].

Przy pierwszym spotkaniu wielu ludzi pyta mnie, czym się zajmuję. Bardzo lubię na nie odpowiadać, bez względu na to czy pytający jest chrześcijaninem, czy też nie. Skwapliwie korzystam z okazji, aby wyjaśnić swoje zaangażowanie w coś, co uważam za niezwykle ważne, zwłaszcza dziś, w czasach bezprecedensowego zamieszania i zwodzenia.
Rozmowa z kimś niewierzącym przebiega zazwyczaj tak:

- A czym się pan zajmuje?
- Pracuję w The Berean Call.
- Aha... a co to takiego?
- To taka misja chrześcijańska, która podkreśla wagę trzeźwego osądzania. Przestrzegamy naszych czytelników, żeby nie dawali się nabierać na wszystkie propozycje duchowe, jakie im się dziś serwuje.
- Ciekawe. Coś jak biuro ochrony konsumenta?
- Na swój sposób tak. Tyle że biuro ochrony konsumenta samo sprawdza różne produkty na rynku i uchodzi za autorytet w orzekaniu o ich wartości. My natomiast raczej zachęcamy chrześcijan, żeby sprawdzali sami, a nie polegali ślepo na opiniach innych ludzi czy organizacji, naszej nie wykluczając.
- To chyba dość sensowna praca, zwłaszcza że w telewizji tylu się namnożyło tych szarlatanów.
- Niestety nie tylko w telewizji. Jeśli dodać do tego propagowanie rozmaitych religii w radio, w książkach, prasie, ba, nawet w kościołach, to wychodzi z tego nieprawdopodobna zbieranina nauk dobrych i złych oraz niemałej liczby oszustów. Chcielibyśmy, żeby chrześcijanie potrafili odróżniać jednych od drugich.
- Rozumiem. Ale czy nie sądzi pan, że teologia to jednak chyba zbyt skomplikowana dziedzina dla przeciętnego człowieka?
- Chcąc pomóc chrześcijanom odróżniać między duchową prawdą a podróbką korzystamy z przykładu wspomnianych w Biblii berejczyków. Sytuacja wyglądała następująco: Apostoł Paweł przybył do greckiego miasta o nazwie Berea i odwiedził jedną z synagog, do których uczęszczali tamtejsi Żydzi. Próbował ich przekonać, że Jezus jest tym Mesjaszem zapowiedzianym przez Pisma. I Biblia bardzo wysoko oceniła owych berean. Mówi się tam, że chętnie słuchali oni tego, co Paweł miał do powiedzenia, a zatem byli otwarci na nowe idee. Jednak - co ważniejsze - sprawdzali to wszystko, co mówił apostoł, z nauką Pisma Świętego, chcąc upewnić się, czy jest z nią zgodne [Dz 17,10-11].
- Więc uważa pan, że Biblia to test na duchową prawdę?
- Za taką się sama podaje. Nazywa siebie „Słowem Bożym”, a chyba trudno by wymyślić większy autorytet.
- To ciekawe... nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiałem.

Podobne rozmowy zdarzają mi się dość często, a szczególnie zaintrygowani okazują się ludzie niewierzący. I nic dziwnego. Bo przecież jakże niesamowity jest fakt, że istnieje dziś powszechnie dostępne źródło informacji pozwalające ocenić prawdziwość współczesnych prądów duchowych. A logika uzasadniająca istnienie takiego źródła jest tyleż niepodważalna co prosta. Ponieważ Bóg nas stworzył, wynika stąd, że miał zamiar się nam objawić. I choć z pewnością można zyskać pewne ogólne pojęcie o Nim na podstawie świata, który stworzył, to należałoby oczekiwać, iż zechce nam On udzielić również jakichś konkretniejszych informacji na swój temat.
Na przykład obserwując dzieło Boże w przyrodzie nietrudno dojść do wniosku, że Bóg jest niewyobrażalnie potężny i inteligentny, nie zawsze jednak można z takiej obserwacji wydedukować szereg innych Jego osobistych przymiotów, jak miłość, miłosierdzie, cierpliwość, łaskawość, sprawiedliwość itd., jak również i sens stworzenia. Człowiek może dowiedzieć się o tych sprawach tylko wówczas, kiedy sam Bóg mu o nich powie. A uczynił to już - w Biblii.

Dlaczego zagubieni chrześcijanie?
Jestem zawsze bardzo szczęśliwy, ilekroć ktoś niewierzący zainteresuje się jakimś zagadnieniem związanym z Biblią. Choć niestety zbyt często rychło pada wówczas pewne oczywiste, acz krępujące pytanie: „No dobrze, ale skoro Biblia jest ostatecznym probierzem duchowej prawdy, to dlaczego chrześcijanie wydają się co najmniej równie zagubieni na tym polu co niechrześcijanie?”
Na konferencji, w której uczestniczyłem w zeszłym roku, jeden mówca miał odpowiedź na to pytanie, błyskotliwą, choć zarazem bolesną. Młodzieńcze lata spędził w kościele uważającym się za wyznanie ewangelikalne, a mimo to nauczającym szeregu wyjątkowo niebiblijnych i dziwacznych koncepcji. Ktoś ze zdumionych uczestników konferencji zapytał, jak to możliwe, iż „kościół opierający się na Biblii” przyjął takie nauki. Wówczas mówca uniósł w górę Biblię i odparł: „Odpowiedź jest prosta:  Nikt tego nie czytał”. Wyjaśnił następnie, że w jego kościele wszyscy wierzyli we wszystko, o czym  powiedziano im,  że jest biblijne, nikt zaś nie przejawiał chęci, aby upewnić się co do tego na własną rękę. A nawet jeśli ktoś czasem zgłaszał wątpliwości, oskarżano go o tworzenie podziałów i ducha buntu. Przerażająca to sytuacja. Jednak bardziej jeszcze przeraża fakt, iż okoliczności takie występują coraz częściej w środowiskach uważających się za ewangelikalne.

Dobrze przygotowani
Prośba Salomona o „serce rozumne” i o zdolność „rozróżniania między dobrem i złem” podobała się Bogu (1 Krl 3,9-10; BW). Pan chciałby, abyśmy i my miłowali prawdę i pragnęli rozumnego serca. Z myślą o tym Jezus obiecał uczniom, że po swoim odejściu przyśle Ducha Świętego, Ducha prawdy, który nauczy ich (i nas) wszystkiego, co się tyczy życia i pobożności (J 14,26; 15,26; 2 P 1,3). Modliwa Pawła za efezjan świadczy o wadze posiadania „rozumnego serca” przez każdego wierzącego: „Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Jego i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie Jego, i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły Jego...” (Ef 1,17-19).
My, „którzy wierzymy”, jesteśmy dobrze przygotowani do duchowego rozróżniania. Stając się wierzącymi w Chrystusa, zostaliśmy zapieczętowani Duchem prawdy, który „wprowadza nas we wszelką prawdę” (J 16,13). Ten sam Duch, który poprzez nadprzyrodzone natchnienie przekazał nam Słowo Boże, przygotowuje nas także do rozróżniania, dając nam nadprzyrodzone zrozumienie (2 Tm 3,16; 1 Kor 2,10-12).

Wiara warunkowa a wiara prawdziwa
Dlaczego zatem wierzący nie są rozumniejsi w rozróżnianiu? Jakże często ze zwykłego lęku przez „zbłaźnieniem się”, z apatii bądź też ze zwykłego lenistwa siedzimy wygodnie w ławce nie mając wcale ochoty przykładać się do „badania wszystkiego” (1 Tes 5,21; BT). Tak powiedział ulubiony kaznodzieja, nauczyciel czy duszpasterz - i sprawa załatwiona. Taka postawa rodzi wiarę warunkową, której brak podstawowej cechy wiary prawdziwej: osobistego przekonania prowadzącego do zastosowania prawdy w życiu. Jeśli uwierzymy nawet nieskażonej prawdzie biblijnej tylko dlatego, iż powiedział nam o niej jakiś autorytet, to nasza wiara będzie w tym zakresie uzależniona od drugiego człowieka. A jeśli człowiekowi temu zdarzy się kiedyś przynieść ujmę sprawie Chrystusowej? Cóż wtedy stanie się z naszą wiarą w nauki, którym wierzyliśmy dlatego, iż właśnie on je nam głosił?
Czy znaczy to, iż nie powinniśmy przejmować się poselstwem nauczycieli Słowa Bożego? Nic podobnego. Pismo informuje nas jasno, iż Bóg obdarzył nauczycieli swoim darem, „aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego” (Ef 4,12; BW). Jest to zatem niewątpliwie bardzo ważna posługa w kościele. Zwróćmy jednak uwagę, że jeśli nauczyciele postępują zgodnie z Duchem Świętym (co jest niezbędne dla owocnej posługi), to ich praca polega po prostu na zwracaniu naszej uwagi na to, co mówi sama Biblia. Bez względu na uczoność czy bogobojność nauczyciela dawanie rozumnego serca jest wyłącznie dziełem Ducha Bożego w sercu i umyśle wierzącego. Najlepszą receptą na wiarę o solidnym fundamencie jest rozważanie tego, czego nauczają, następnie badanie Pisma w celu sprawdzenia prawdziwości tego nauczania, a w końcu pozwolenie na działanie Duchowi Świętemu, który potwierdzi nam Bożą prawdę i przekona nas o niej.

Niezbędny warunek...
Przygotowując nas do rozróżniania między prawdą a fałszem, Pan podaje zarazem podstawową wskazówkę w tej mierze: „Jeżeli wytrwacie w słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (J 8,31-32). Sportowcy, którzy posiadają wszelki niezbędny sprzęt do danej dyscypliny, a mimo to nie chcą użyć tego, co niezbędne do wykonania danego zadania, nie są „prawdziwie” sportowcami - i nie mają szans na karierę sportową. Podobnie i my, chcąc wzrastać w wierze i umiejętności rozróżniania, musimy „wytrwać w słowie” Pana. Słowo przełożone tutaj jako „wytrwać” jest w oryginale bardzo bogate w treść. Oznacza zarówno „podporządkować się” nauce Chrystusa, „trwać” w niej (czyli pozwalać, aby rządziła naszym życiem umysłowym, fizycznym i duchowym), a także „pozostać” w niej, czyli umacniać się w wierze. Jeśli tak postąpimy, to dostrzeżemy w swoim życiu owoc bycia „prawdziwie uczniem”!
Umiejętność rozeznawania przychodzi wraz z poznaniem, przy czym poznanie oznacza niekoniecznie to, co wypełnia głowy intelektualistów, apologetów czy uczonych. Istotą chrześcijaństwa jest poznanie Chrystusa; innymi słowy, wiedza zdobyta dzięki osobistej więzi z Jezusem to jedyny sposób na prawdziwe zrozumienie wiary chrześcijańskiej.

...znać Chrystusa
Jak możemy zyskać taką wiedzę? Podobnie jak rozwijamy znajomość z innymi osobami. Spędzając z Jezusem czas. Czytając to, co objawił o Sobie w swoim Słowie. Tak jak czas spędzany z przyjacielem czy ukochaną osobą, tak i tutaj: im więcej czasu poświęcamy poznawaniu Jezusa, tym bliższa staje się nasza wzajemna więź. Tym, którzy zwą się Jego uczniami, Jezus mówi: „Jeśli Mnie miłujecie, przykazań Moich przestrzegać będziecie” (J 14,15). A ponieważ żadnej z nauk Jezusa nie można określić mianem „sugestii, propozycji”, to oczywiste jest, iż ma On tutaj na myśli całość swojego nauczania. A zatem osobiste poznanie Pana Jezusa Chrystusa, wzrastanie w więzi z Nim, uczenie się o Nim coraz więcej i czynienie tego, co Mu się podoba, rodzi w rezultacie wierzącego, który umie rozpoznawać rzeczy pochodzące od Boga.
Pozwolę sobie tutaj podać przykład z mojego osobistego życia. Nasz siedmioletni synek zna Jezusa osobiście. Jakiś miesiąc temu uważnie przysłuchiwał się mojej rozmowie o Jezusie z dwoma Świadkami Jehowy. Starałem się, aby Jezus pozostawał w centrum naszej dyskusji i aby skupiać się na zagadnieniu przebywania z Nim w wieczności (Świadkowie przyznali niechętnie, że sytuacja jest beznadziejna, gdyż ich nauka nie daje im praktycznie żadnych szans znalezienia się w ekskluzywnej grupie 144 tysięcy, którzy jako jedyni mają spędzić wieczność z Jezusem). Pamiętam, że pomyślałem sobie wtedy, iż tę rozmowę powinien dalej poprowadzić mój synek. Zdawałem sobie sprawę, że nie mam co na to liczyć (jest nieśmiały), lecz wiedziałem, że jego świadectwo mogłoby być bardzo skuteczne. Jestem tego pewien, gdyż od czasu do czasu pytam go o różne sprawy i słyszę, jak mówi o Jezusie i o tym, co Jezus dla niego zrobił. Rozumie, w co wierzy, i umie o tym mówić z przekonaniem. Przysłuchując się wywodom Świadków, uświadomił sobie, że nie mówią o tym Jezusie, którego on zna. Wiedziałem, że choćby nawet bardzo przekonująco starali się nadać temu Jezusowi pozory biblijności, to mój synek (najmłodszy z naszej piątki i bardzo dociekliwy) zaskoczyłby ich bardzo prostymi pytaniami, w swojej niewinności starając się upewnić, czy aby na pewno mowa jest o tej samej Osobie.
Mój synek znając mnie blisko od siedmiu lat nie dałby się nabrać na fałszywy opis moich cech. Podobnie niełatwo byłoby tym Świadkom Jehowy skłonić go do przyjęcia ich fałszywego Jezusa („boga” stworzonego), gdyż od trzech lat jego związek z prawdziwym Panem i Zbawcą jest bliski. Mój synek rozumie o Jezusie kilka prostych prawd: iż jest On Bogiem, jego Stworzycielem i że w pełni zapłacił za jego grzechy poprzez swoją śmierć na krzyżu oraz że fizycznie zmartwychwstał i żyje teraz w niebie wraz z Ojcem. Mój synek wie także, iż Duch Jezusa mieszka w jego sercu. Wiara mojego synka jest bardzo prosta - a pomimo to jest on dobrze przygotowany do odróżniania prawdy od kłamstwa. Jak każdy prawdziwie wierzący w Chrystusa.
Żyjemy w epoce prawdziwej powodzi informacji z dziedziny duchowości. Epoka ta nieraz wydaje się przerażająca tym, którzy boją się, że dadzą się zwieść. Nie mają jednak potrzeby lękać się ci, którzy miłują prawdę i którzy pilnie starają się poznać Boże zamysły. Pan wyczerpująco zaopatrzył tych, którzy do Niego należą, aby mogli odróżnić prawdę od błędu, a Jego pomoc: przewodnictwo Ducha Świętego i wspólnota z Jego Synem pozwalają się czuć doskonale bezpiecznie. Bądźmy więc jak bereanie: trwajmy w Słowie Bożym i pokrzepieniu od Pana!

The Berean Call październik 1996
(za uprzejmą zgodą Wydawców.
Śródtytuły pochodzą od redakcji).